Siemanko,
Chciałem Was zapytać o jedną sytuację, która wydaje mi się mega podejrzana, a ostatnio ciągle na to trafiam na Starym Mieście (szczególnie w okolicach Rynku i Floriańskiej).
Chodzi o grupki nastolatków/młodych dzieciaków, którzy podchodzą do ludzi i zbierają kasę na leczenie jakiejś małej dziewczynki. Scenariusz zawsze jest ten sam:
Podchodzą, przedstawiają się (jakieś randomowe imiona albo nazwa rzekomej fundacji).
Machają przed oczami stosem jakichś papierów, zaświadczeń i „identyfikatorów”.
Na dokumentach wielkim drukiem rzuca się w oczy kwota do zebrania: 180 000 złotych.
Co najbardziej rzuciło mi się w oczy. atakują głównie obcokrajowców i turystów. Zauważyłem, że Polaków raczej omijają, a jak już ktoś odpowie po polsku, to szybko rezygnują i idą dalej.
Czy to jest legitne? Dla mnie śmierdzi to scamem na kilometr. Prawdziwe fundacje (jak Siepomaga itp.) raczej nie wysyłają grup dzieciaków, żeby nagabywały zagranicznych turystów na ulicy z jakimiś kserówkami w ręku. Wygląda to jak zwykłe naciąganie i żerowanie na empatii ludzi, którzy nie znają lokalnych realiów ani języka.
Ktoś z Was też ich widział? Wiecie coś więcej o tej „akcji”?