Nie wiem jak zacząć ten post, więc po prostu opowiem o sobie.
Ogólnie to urodziłem się w 2008 roku i do dziś mieszkam w Olsztynie. Przez większość mojego dzieciństwa moi rodzice się ze sobą kłócili, matka wykonywała większość obowiązków, a ojciec grał w gierki i marudził jak matka go o coś poprosiła z tego co pamiętam. Moim głównym zajęciem była zabawa LEGO, nigdy nie lubiłem się bawić z innymi moimi własnymi klockami(kwestia zapachu innych). Też rodzice się rozwiedli dzień przed moimi 18 urodzinami. W moje 14 urodziny się stary wydarł na matkę, nwm o co poszło, ale wzywałem policje. Jak mi starzy kupowali kompa to też się pokłócili(tata chciał z outletu go kupić, nie mieliśmy problemów finansowych) i matka zaczęła płakać i to było nawet słychać jak się było przed blokiem to znów na psy zadzwoniłem. W sylwestra 2025 ojciec chciał skoczyć z 10 piętra, bo się dowiedział że stara ma kochanka(robił nam obiady smaczne). NWM dalsza rodzina się ze mną sama z siebie nie kontaktuje. Moim głównym zainteresowaniem jest broń palna, militaria i też filmy/seriale o zombie.
W przedszkolu głównie bawiłem się sam, miałem może z dwóch znajomych. W 2015 poszedłem do podstawówki i tam byłem ofiarą dokuczania i też może ostracyzmu społecznego? Ogólnie to moja klasa miała łatkę najgorszej przez typa co wymuszał haracze od młodszaków, typa co po prostu był agresywny i raz od tak mnie uderzył w szatni. Raz zostałem uderzony w oko w czasie zbiórki na WFie bez jakiekolwiek powodu przez typa co z rozwalonym drzewem genealogicznym(w podstawówce nie lubiłem ludzi z rodzicami po rozwodzie przez to). W szatni na WFie czułem się chujowo, mówiono mi że r***am się z matką czy mówiono o karetce do psychiatryka dla mnie. Wszelakie pedagożki mi mówiły że mogę mieć aspergera, matka mówiła że nie, ponieważ mam kuzyna z całkowitym autyzmem i jest w ch*j agresywny i nie mówi, a ja taki nie jestem. Poza tym w czasie pandemii byłem wyrzucany byłem z lekcji, a pedagog mnie oskarżała o wyrzucanie naczelnego patusa z lekcji. Ogólnie to robiłem z siebie klauna i bardzo tego żałuje. Raz zostałem oskarżony o uderzenie innego chłopaka na religii, a ja tego nie zrobiłęm. Całą 7 klasę nasza klasa grała w siatkówkę przez dwójkę najpopularniejszych chłopaków, w tym samym czasie zainteresowałem się tematem Columbine i ogólnie to fantazjowałem i dokonaniu tego samego co Eric i Dylan. Wtedy teżnie wiedziałem że nie zdająć z jednego przedmiotu można nie zdać do następnej klasy(miałem problem z fizyką). Finalnie jakoś to gówno zdałem w 2023 roku. Mimo mych zgłoszeń to była moja wina i miałem nie reagować.
Jako iż mama pracuje w dużej firmie, to namówiła mnie był poszedł do technikum. Byłem na kierunku teleinformatyk. Naszą wychowawczynią była pani do WFu i patrzyła się na mnie dziwnie. Ogólnie to udostępnianie swego Twittera nie było najlepszym pomysłem. W drugiej klasie pojawiły się zawodowe i już na pierwszych zajęciach ktoś coś przeskrobał i kazał nam nauczyciel przepisywać notatki, ja nie nadążałem, wkurwiłem się i wyszedłem z sali. Jak się mnie wychowawczyni spytała co się stało to się rozpłakałem, powiedziałem że mogłem, a ta dała mi uwagę. Przez dwie uwagi jednego dnia bałem się reakcji rodziców, więc poszedłem to pedagog i się pociąłem nożyczkami. Ojciec jak mnie odbierał był zirytowany niż zmartwiony. Raz jeden typ się ze mnie śmiał bo zacząłem płakać, rzuciłem go nożyczkami do obrzezania kabli i dostałem szlaban na kompa. Matka się wkurwiła i powiedziała coś w stylu: "Ty byś chciał wszystkich zastrzelić z karabinu". Finalne wychowawczyni zaszła w ciąże i to pani od matmy została wychowcą. Dała mi zachowanie bardzo dobre bym mógł zmienić szkołę. Poza tym matma na rozszerzeniu była męcząca+nie miałem tam znajomych. Jakiś ćpun pożyczał ode mnie chajs+internet(musiałem za nim chodzić, a ja nie umiałem odmówić). Większość mojej klasy paliła i piła, nikt mnie nigdzie nie zapraszał poza tym.
Teraz jestem w trzeciej liceum, ale wróćmy do drugiej klasy(nie poszedłem do trzeciej od razu). Moja szkoła jest integracyjna i jak do niej trafiłem to byłem jedną z trzech osób, które do niej dołączyły. Na początku zacząłem gadać z jedną z dziewczyn, rozmawiało nam się bardzo miło, nie lubiła ona dokuczania, sama się uczyła japońskiego i bardzo mi imponowała. Jakieś dwa miesiące później wyznałem jej moje uczucia do niej, ta powiedziała że ona nic do mnie nie czuje i czułem się jak gówno, ale nadal byliśmy znajomymi. W końcu ktoś mnie zaprosił kilka razy, taka dziewczyna z Ukrainy co mi wysyła lekcje gdy mnie nie ma. Kilka razy byliśmy na spacerze. Była ona ofiarą prześladowań przez jedną z popularnych dziewczyn która nie zdała do trzeciej. Ogólnie to na angielskim był cyrk przez trójkę chłopaków, kilka razy nie mogłem się skoncentrować na sprawdzianach. Raz odpowiedziałem pani od matmy: "Tak, a co?" a ta się zaczęła na mnie drzeć, wkurwiony zacząłem mówić że jestem pierdolnięty i spierdoliłem ze szkoły(szkoła była w remoncie i byliśmy w innym miejscu zajęcia). Dzień wcześniej się pociąłem na lewym udzie bo moja klasa była zjebana i byłem zażenowany. Raz uderzyłem tą popularną dziewczynę plecakiem bo ta usiadła w mojej ławce(dzień wcześniej moi rodzice się kłócili i byłem wkurwiony). Jeszcze raz jakiejś dzieciaki z podstawówki zaczęły mi się dobijać do kibla, mimo uwag że kabina jest zajęta to ci kontynuowali. Wychodzę z kabiny i tam czwórka cweli, zacząłem się z nimi szarpać. Potem typ się mnie pyta z brokułem czemu pobiłem jego ziomków, a ja: "Glock od Ukraińca" przyszedł. Druga klasę skończyłem z czerwonym paskiem.
Warto dodać że od lutego do czerwca chodziłem na Tusy gdzie poznałem moją aktualnie była autystyczną dziewczynę. Byliśmy oficjalnie ponad dwa miesiące. Uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas, tęskniliśmy za sobą gdy byliśmy rozdzieleli. Jednak się rozeszliśmy bo na przełomie września/października ona mi nie odpisywała przez jej przebodźcowania+pobyt w piekle(Warszawie). Nasza relacja zrobiła się martwa, stwierdziła że to nie moja wina.
Na początku trzeciej klasy(aktualnie) zacząłem czuć się wyczerpanie. Pewnego razu na orliku gadałem z kilkoma osobami z klasy i wiem że zabrzmie jakbym bym ableistą, ale przyszedł do nas chłopak z upośledzeniem umysłowym i chciał by jedna z dziewczyn(jest w niej zakochany, a ta jest nim zmęczona) nastawiła mu zegarek. Ten po chwili poszedł, ale znów się pojawił. Wyglądało to jakby typ z równoległej klasy go przyprowadził. Wkurwiłem się i zacząłem go wyzywać, powiedziałem by wypierdalał(chłop jest wyższy ode mnie i silniejszy), podszedł do mnie, zaczęliśmy się szarpać, drugi tryblas przyszedł. Pierwszemu zdarłem koszulkę, a drugiego chyba kopnąłem? Potem zacząłem hailować(odjebało mi). Jeszcze pod wpływem emocji groziłem tej dwójce że ich odjebie z broni starego(ojciec broni nie posiada) Dostałem naganę wychowawcy i na tym się skończyło. Nie uważam tego za moją winę
Byłem pod koniec września u psychiatry w celu diagnozy i trochę mi głupio było. Matka mnie umówiła i nie przyniosłem papierów z poprzednich poradni. Następną wizytę mam 23 listopada. Rozmawiałem z mamą nt. edukacji zdalnej, ale ta stwierdziła że przez moją skoliozę i wadę klatki piersiowej nie będzie mi to dane. Na WFie nie ćwiczę bo nie czuje się najlepiej przebierając się w szatni. Ostatnio mam większe problemy ze wstawaniem do rano. Nie wiem czy nie mam depresji jakiejś czy czegoś w tym stylu. Mam tylko kilku prawdziwych przyjacioł, jeden mieszka w Lublinie, a drugi 40km od miasta. Poza tym znów jestem na tusach i tam poznałem fajną dziewczynę i ostatnio się spotkaliśmy(było fajnie). Myślę nad rzuceniem szkoły, by zrobić sobie kilka miechów odpoczynku i pójść do jakiejkolwiek pracy.